Logowanie

Copyright © Rozpowszechnianie i kopiowanie wyłącznie za pozwoleniem KBWCH "Słowo Życia"

Świadectwo Agaty 

Kiedy słyszysz , że ktoś wychodzi i mówi o Jezusie, czy Piśmie Świętym, myślisz - coś z nim jest nie tak. Tak było i w moim przypadku, ignorowałam Boga w swoim życiu i tak naprawdę nie znałam Go. Nie przypuszczałam, że pewnego dnia Jezus odmieni też i moje życie .

Był rok 2007, połowa grudnia, kiedy usłyszałam diagnozę - rak 4 stopnia, forma złośliwa. Lekarz powiedział - W tym stadium już nie operujemy. Dał mi skierowanie na onkologię - Może tam spróbują pomóc. Czas świąt i sylwester to rozpacz rodziny, gdyż lekarze nie ukrywali, że to już koniec. Wtedy pojawiło się u mnie pragnienie pojechania do kościoła, o którym wiedziałam, że żyje prawdą Słowa Bożego i modlą się tam o uzdrowienie. Wtedy też, w dniu 31 grudnia przyszły do mojego domu 2 osoby, które znałam, lecz ponownie zareagowalam nerwowo na ich widok. Pomyślałam, że znowu będą mówić o Bogu. Jedna z nich podeszła pytając, czy chcę, aby pomodlić się o mnie? Odpowiedziałam, że tak. Zapytała czy wierzę, że Jezus mnie uzdrowi? Mówię, że wierzę. Powiedziała - Przyjmij to sercem i zapamiętaj dzisiejszą datę. Pomodlono się o mnie.

Siódmego stycznia znalazłam się już na onkologii. Najpierw badania, potem wdrożono leczenie. Otrzymałam pendrive z pieśniami o Jezusie, które mówiły, że On jest rozwiązaniem każdego problemu oraz co uczynił na krzyżu dla mnie. Zastanawiałam się, o co w tym chodzi i jak to pojąć? Słuchałam świadectw o cudach w życiu innych ludzi, przepraszałam Boga za wszystko, co złego uczyniłam. Prosiłam, aby wybaczył mi. Wybaczyłam także wszystkim, którzy uczynili mi krzywdę. Moi rodzice zorganizowali specjalne spotkania w swoim domu, stając w modlitwie do Boga. Nikt nie patrzył na to, co sąsiedzi będą mówić, oczy skierowane były na Boga i biblię. Czas płynął, a ja słabłam i walczyłam z potężnym bólem, który chwilami był nie do stłumienia. Mimo to chwaliłam Boga patrząc w niebo. Wiedziałam, że On patrzy na mnie. Czułam, że kocha mnie, że jest Stwórcą. Patrzyłam na innych ludzi i rozumiałam Jego miłość do człowieka. Także moja rodzina zaczęła doświadczać Bożego działania. Moja mama, kiedy raz płakała, usłyszała wyraźnie głos , który mówił - Nie smuć się, z nią będzie wszystko dobrze. Odpowiadała na ten głos - Jak będzie dobrze, skoro lekarze mówią, że to koniec? Moja siostra padała na kolana wołając do Boga i pewnego dnia przed jej oczami pokazło się zdanie - Nie módl się już, bo zostało wysłuchane. Innym razem, kiedy ból palił mnie jak ogień, mój tata położył ręce na mojej głowie i w imieniu Jezusa nakazał bólowi, aby opuścił moje ciało. Doznałam natychmiastowej ulgi. W moim sercu miałam pokój, pomimo szeptów kobiet leżących ze mną na sali szpitalnej, że szkoda moich dzieci, bo zostaną same. Personel medyczny nie pozwalał mi wyjść na korytarz z powodu zagrożenia krwotokiem, ja jednak wiedziałam, że nie taka jest prawda. Moje myśli nieustannie biegły ku Temu, który chodził kiedyś po ziemi i czynił cuda. Kiedy było mi już tak ciężko, że brakowało sił, wielokrotnie łzy same płynęły z oczu. Widziałam jak wszystko wokół jest marne, już nie potrzebne. Ale gdy tylko słuchałam o Jezusie, wypełniała mnie radość i pragnienie dalszego słuchania tego, co On czynił oraz jak zmieniał różne sytuacje w życiu innych ludzi. Kiedy zdejmowałam słuchawki z uszu, było mi szkoda marnować czas na zbyteczne rozmowy o niczym.

W końcu przyszedł dzień, w którym zawołano mnie na naświetlanie. Wstydziłam się prosić, aby zawieziono mnie wózkiem, ale całkowicie brakowało mi sił . Prosiłam Boga, by mi pomógł. Kiedy znalazłam się na miejscu w sali naświetlań, pani technik zaniepokoiła się moim wyglądem, widząc, że jest ze mną coś nie tak. Z wielkim trudem położyłam się. Kiedy zaczęło się naświetlanie, poczułam smród, coś wstrętnego. Zaczęło brakować mi powietrza, wydawało się, że coś chyba tli się w głowicy lampy. Chciałam podnieść rękę, bo taki jest umowny znak na wypadek, jakby coś złego się działo. Nie zdołałam unieść ręki, tylko powiedziałam - Jezu pomóż mi, nie wiem co się ze mną dzieje, bądź przy mnie, weź mnie za rękę. Wtedy nagle pojawił się wiatr nad moja twarzą. Czułam jak wieje. Był taki ciepły, delikatny, tak wspaniały. Wzięłam głęboki oddech, smród znikł, wypełniła mnie radość. Powiedziałam – Jezu, dziękuję że Jesteś ze mną! Dokończono naświetlanie. Opuściłam pokój zabiegowy o własnych siłach. Na drugi dzień rano zostałam wezwana na badanie. Moja doktor prowadząca poprosiła do skonsultowania wyników drugiego lekarza. Wówczas słyszałam padające co raz pytanie - Co o tym myślisz? Co o tym myślisz? Wróciłam na salę i czekałam na podłączenie chemii. Czekałam, ale chemii nie przyniesiono. W pewnej chwili przyszła doktor mówiąc - Pani Agato jest dobrze, jest bardzo dobrze. Nie podajemy więcej chemii, idzie pani do domu! Zdziwienie kobiet z sali. Ona? Jak ona wyglada? Taka słaba, z takim bólem? Na pewno to już koniec i wypisują! Przyjechał po mnie przestraszony tato z pytaniem - Dlaczego wypisują? Doktor kazała usiąść. Powiedziała - Teraz powiem panu całą prawdę. Dla pana córki nie było już leczenia. Wszystko podawaliśmy co medycyna oferuje, ale to co się tutaj stało, to cud, dzieło Boże i proszę dziękować za to tylko Bogu!

Pierwsza kontrola pokazała, że jest "czysto". Po paru miesiącach badanie komputerowe wykazało, że nie ma śladu komórek rakowych. Doktor powiedziała, że nie mamy o czym mówić i "nie chce" mnie więcej widzieć. Dziękuję Bogu, że dał mi drugą szansę, że mogłam poznać prawdę, która jest w Jezusie Chrystusie, że mogłam doświadczyć Jego mocy w swoim życiu i doznać tego, co czynił chodząc po tej ziemi. To jest mój Lekarz i Zbawiciel, któremu oddałam serce i życie. On stał się moją radością i zawsze cieszę się opowiadając o tym, co uczynił dla mnie. A pragnieniem moim stało się to, aby wielu ludzi stanęło na Jego drodze i mogło doznać realności dotyku Bożego teraz oraz w odpowiednim czasie dostąpić życia wiecznego.

Jeżeli potrzebujesz modlitwy lub chcsze porozmawiać z Agatą,  skontaktuj się z biurem kościoła 693-430-007.
Lub przez facebook.